RSS
sobota, 15 stycznia 2011
Myśli przy sobocie chorującej

W szkole średniej na religii (nie byłam na tyle zbuntowana, by na nią nie chodzić) pan ksiądz miał z nami razu pewnego pogawędkę o tym, czym jest dla nas związek (dla większości z nas było to czysto hipotetyczne pytanie), czego oczekujemy od potencjalnej partnerki czy potencjalnego partnera, jakie cechy chcemy, by miała/miał, co by było dla nas najważniejsze w takim byciu z kimś (niewątpliwie chodziło mu li i jedynie o małżeństwo). Pan ksiądz zastrzegł, że musimy to wszystko wyrazić w jednym tylko słowie.  Pierwszą myślą, jaka przyszła do mojej licealnej głowy, było poczucie bezpieczeństwa (tak, wiem, to dwa słowa). I każdy po kolei miał to następnie powiedzieć głośno całej reszcie. Siedziałam sobie grzecznie czekając, aż kolejka dojdzie do mnie ciesząc się jednocześnie, że mam gotową odpowiedź, gdy nagle usłyszałam z ust dziewczyny, w której byłam wtedy śmiertelnie zakochana, słowo: bezpieczeństwo. W mig zamiotły mną więc dwojakiego rodzaju uczucia. Raz, że mnie zamurowało, bo to był dla mnie oczywiście kolejny tego dnia ZNAK, na to, że jesteśmy sobie przeznaczone (dla ścisłości: nie byłyśmy), a dwa, że zabrała mi mój pomysł! Nie mogłam przecież powiedzieć tego samego, bo NA PEWNO pomyślałaby, że robię to specjalnie, by pokazać, jaką to mamy zgodność myśli i identyczny ogląd pewnych spraw! Cóż więc zrobiłam? Naprędce wymyśliłam inną rzecz do powiedzenia na głos. Najśmieszniejsze jest to, że za cholerę nie pamiętam, jaką alternatywę wtedy wybrałam. Śmieszne.

Czyżby?

Mówię o tym, bo ostatnio myślałam sobie trochę o bezpieczeństwie, jakie daje bycie z kimś. O tym, że łatwiej się z kimś żyje. Można sobie wynająć coś swojego bez konieczności gnieżdżenia się we współwynajmowanych mieszkaniach (nawet jeśli są to całkiem miłe gniazda, a ptaki w nich przebywające podobne Tobie), można sobie wziąć z kimś kredyt na coś miłego, można trochę zdjąć z siebie ciężar zamartwiania się problemami, bo przecież jest ta druga osoba, która też się trochę pomartwi i może nawet zadziała i problem rozwiąże za Ciebie. Same plusy, nieprawdaż?

Mówię też o tym dlatego, że przerażają mnie ludzie, którzy z tego mojego licealnego poczucia bezpieczeństwa uczynili niejako kanwę swoich związków.

Mówię o tym również dlatego, że sama tak kiedyś robiłam. I sama się sobą przeraziłam.

Zatem: nie, wcale nie śmieszne.

Baluk W Chorobie, sama idzie sobie zrobić herbatę z cytryną i miodem.

20:26, b.a.l.u.k
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 03 stycznia 2011
Listopad w grudniu będącym styczniem

Podczas krótkiej, gwałtownej burzy Mimbla cała się naelektryzowała. Iskry sypały się z jej włosów, każda najmniejsza odrobina puszku na rękach i nogach nastroszyła się i drżała.

- Jestem teraz naładowana drapieżnością - myślała. - Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co się ma ochotę.

Zwinęła się w kłębek na puchowej kołdrze, czując się jak mały, kulisty piorun, jak ognista kula.

Dolina Muminków w listopadzie, Tove Jansson

Czego i Wam i sobie życzę.

22:50, b.a.l.u.k
Link Komentarze (5) »