RSS
poniedziałek, 14 lutego 2011
Obchodzenie Walentynek (bokiem)

Idziesz do pracy jak zwykle. Jak zwykle też masz w uszach słuchawki, dzięki czemu nie słyszysz rozmów współpasażerów w zatłoczonej ósemce. W pracy nie włączasz Czyli Zet, w którym oprócz nieinwazyjnej, miłej muzyczki, na pewno będą co jakiś czas pierdolić o miłości. Tak się pięknie składa, że jesteś dziś w tej pracy sama, za ścianą trzy dziewuszki, ale ledwo je słychać i odróżnienie słów jest na szczęście niemożliwe. Nie wchodzisz na fejsbuczka, bo tam przecie zatrzęsienie osób, które tak bardzo nie lubią walentynek, że muszą cały świat o tym poinformować, a Tobie tylko przypomną, że nikt kartki nie przysłał. Nie dostajesz anonimowych listów miłosnych, bo nikt się w Tobie po kryjomu nie podkochuje, a nawet jeśli to niech spada, skoro nie ma odwagi się do tego przyznać. Znajomych masz fajnych, więc Ci esemesowo/telefonicznie/mejlowo nie życzą niczego chujowego. Udajesz, że nie widzisz pana, który z wiadrem pełnym czerwonych róż wystaje pod wubekiem i usiłuje trochę zarobić. W ogóle unikasz tego dnia czerwonego koloru, którego asocjacja w połowie lutego jest dość jednoznaczna. Unikasz też kwiatów, co na szczęście o tej porze roku jest całkiem łatwe. Puszczasz sobie z kompa same żwawe piosenki, w których ani razu nie padają słowa: laf, forewer i olłejs. W ogóle jesteś tego dnia sceptycznym singlem, który ma przecież wszystko gdzieś i nie zajmują go takie pierdoły jak okazywanie uczuć na zawołanie za pomocą specjalistycznych atrybutów miłosnych.

A potem siedzisz w zimny (ale nie za zimny) wieczór na trzepaku z Całkiem Miłą Osobą, palisz kolejnego zielonego elema i myślisz sobie, że wszystko jest dla ludzi.

Kochajcie się, dzieci ;>

20:55, b.a.l.u.k
Link Komentarze (17) »