RSS
wtorek, 01 listopada 2011
Czas zimowy? WTF?

Zmiana czasu jest głupia i nie wiadomo po co. Prawdę powiedziawszy do końca jej nie rozumiem, mimo iż ostatnio nawet jeden ośmioletni chłopiec ładnie mi rozrysował to na niezwykle czytelnym i logicznym wykresie, który jako wykres doskonale rozumiem, ale już jako przełożenie na rzeczywistość kompletnie nie. Bo jak to jest właściwie? Była sobie noc i w tej nocy przestawiliśmy zegarki w telefonach (mowa o czywiście o tych telefonach, które same sobie z tym nie radzą - vide: mój) bądź, jeśli ktoś ma, w zegarkach-zegarkach (ja nie mam) z późnej godziny na wcześniejszą i to spowodowało, że wydarliśmy tej nocy godzinę snu (czy cokolwiek tam robiliście). Okej, to jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Ale jaki to ma związek z tym, że rano ma nam się niby lepiej wstawać, skoro o takiej 6.00 jest i tak ciemno jak ja pierdolę? I co ma do tego światowe oszczędzanie energii (które jest ponoć jednym z głównych powodów takiego stanu rzeczy)? Przecież, skoro wcześniej robi się ciemno, znaczy to tylko tyle, że wcześniej zapalimy światła, nie? Czy ktoś mi to może po baluczemu wytłumaczyć? Zawsze, gdy zmiana czasu ma miejsce, czuję się oszukiwana przez System, serio, to jest coś, na co zupełnie nie mam wpływu i co mnie dość przeraża, zwłaszcza, że cały świat (prócz Rosji, która Wie Lepiej) zgodnie, przykładnie i punktualnie godzi się na taką machlojkę. Fascynujące.

Czytałam ostatnio artykuł o jakimś wymarłym mieście gdzieś w Rosji, które to miasto stało się bardzo popularnym celem wycieczek skandynawskich ludzi, w którym to mieście mają przez sześć miesięcy nieustanny dzień (albo nieustanną noc, nie pamiętam już) i mnie to jednocześnie przeraziło i zafascynowało. Od razu kojarzy mi się to z Bornym Sulinowem (które mnie ostatnio nawiedza w snach) wszystkimi tymi skandynawskimi filmami, gdzie królował śnieg, rządziła pustka i urzędował wiatr oraz małe zagęszczenie mieszkańców na kilometr kwadratowy, ale też z opuszczonym hotelem New Hampshire poza sezonem turystycznym, z "Lśnieniem", z innym hotelem w którejś tam powieści Kinga, którą czytałam, jak byłam w podstawówce, w którym w wannie leżała martwa kobieta, z filmem "Jestem legendą", gdzie Will Smith wypożyczał filmy w zupełnie opuszczonym mieście gadając sam do siebie, z...kurde, właśnie mnie naszła myśl, że mogłam napisać o tym magisterkę: "Reprezentacja opuszczonych hoteli w filmie i literaturze", "Wizja bezludzia po zagładzie ludzkości", "Baluk sam na świecie"! Jak byłam mała i czytałam te wszystkie horrory niejednokrotnie wyobrażałam sobie, że zostaję sama na świecie i wtedy co? Pamiętam, że wcale się nie bałam, a moje wizje oscylowały wokół chodzenia po sklepach i brania wszystkiego, na co mam ochotę, włażenia do tych mieszkań w sąsiedztwie, w których jeszcze nie byłam i...to by było chyba na tyle. Raczej nie myślałam o pójściu do banku, żeby go obrabować (just in case, gdyby ludzkość nagle odżyła i pieniądz stałby się ponownie istotny).

W każdym bądź razie chciałam tylko powiedzieć, że jak ciemno mi się za oknem zaczyna robić o 16.00, to ja mam wrażenie, że jest późna noc, że trzeba iść spać, że wszystko się skończyło, że nic już mnie nie czeka i w ogóle pogrom oraz deprecha.

A tak poza tym, to od soboty (jest wtorek) nie byłam na tzw. dworze i mi chyba zaczyna odpierdalać.

20:32, b.a.l.u.k
Link Komentarze (11) »