RSS
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Refleksy

Za chwilę będę mieć 28 lat. Nie mam domu (ba, choćby mieszkania), męża (ba, nawet dziewczyny), samochodu (jest rower!), sprecyzowanych planów na przyszłość. Nie mam też kredytu na sto lat i większych zobowiązań. Mam w miarę stałą pracę, kota, kilku przyjaciół, czasem kochankę, satysfakcjonujące życie towarzyskie. Jasne, że chciałabym mieć więcej. Oczywiście, że nie wzgardziłabym małą Suzuki Vitarą, lanserską Vespą, loftem czy łikendem w Paryżu. No przecież, że częste jadanie w restauracjach nie kłóciłoby się z moim usposobieniem. Oczywistością jest, że super byłoby mieć ambicję pięcia się po szczebelkach w górę i w górę.

A wiecie, że można też inaczej?

Ponoć nie wyglądam i nie zachowuję się adekwatnie do swojego wieku. Ponoć sprawiam wrażenie osoby młodszej. Niektórzy twierdzą, że jestem infantylna, ktoś inny mówi, że dzieciak ze mnie. Pani w sklepie daje mi 22 lata, siostra oznajmia, że coś młodo wyglądam. Poważne Rozmowy o Dorosłym Życiu zwykle mnie nudzą. Nie chce mi się zachowywać odpowiednio do mojego wieku, bo nawet nie wiem, co to oznacza.

Nie jestem żadnym pieprzonym Piotrusiem Panem czy inną Alicją w Krainie Czarów. Wiem o tym, że świat jest zły, że dobrze jest związać się z kimś na stałe, że w pewnym momencie trzeba się ZASTANOWIĆ nad tym, co dalej, w którą stronę, jak, którędy, po co i z kim. Doskonale zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę. To, że nie narzekam, że nie marudzę, nie biadolę nie znaczy, że nie jest mi czasem chujowo. To, że często robię tak, żeby było śmiesznie i niepoważnie nie znaczy wcale, że nie zdaję sobie sprawy z POWAGI sytuacji.

Być może dochodzę jednak do momentu, w którym konwencja mojego życia zaczyna mi przeszkadzać. Nie wiem tego na pewno, bo nie jest to jeszcze przeczucie graniczące z pewnością.

Wiem natomiast, że nie wiem, czy noworoczne postanowienie bycia dorosłą jest właśnie tym, które chcę by się zrealizowało.

03:11, b.a.l.u.k
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Don't know how

Nie umiem robić brzuszków tak, żeby było regularnie i z rana albo z wieczora, albo chociaż raz na tydzień o jakiejkolwiek porze. Myślę sobie: "a, porobię se brzuszki, to przecież łatwe, a efekty szybkie i zacne i będę se mogła potem foty strzelać na różnych profilach tu i tam i będę miała milion randek w tygodniu przez ten brzuch". I co? I robiłam te brzuszki ze trzy razy może, gdzieś w okolicach siódmej rano, bo mi powiedziano, że rano to lepiej jest je robić, kocyk rozkładałam na ziemi i jeszcze w piżamie i we śnie je robiłam. Ale mi się znudziło, bo to jest nudne, sami przyznacie, a dalekosiężność nie jest moją mocną stroną.

Nie umiem łykać regularnie tabletek. Magnezowych, żelazowych, witaminowych ogólnie, wapniowych, żadnych. I gdybym musiała łykać jakąś antykoncepcję już by bierzyły baranki przede mną i za mną. Nie przeszkadza mi to jednak często je kupować i mieć i trzymać w koszyczku albo w kuchni na stole na widoku, żeby tym widokiem przypominały mi o regularności. Regularnie zapominam, tabsy wtapiają mi się w przestrzeń i przestaję je widzieć, nie ma ich, znikają. Przypomina mi się o nich zawsze wtedy, kiedy zachorowuję i myślę sobie, że nie mam żadnych innych, to wtedy łykam te co mam, bo bardzo lubię placebo i na mnie działa wciąż.

Nie umiem się wysypiać i to nie tylko przez sprężyny łóżkowe, które ostatnio sabotują wrzynając mi się w żebra i inne kości. Nie umiem dobrze policzyć, że jeśli położę się o trzeciej to do siódmej się nie zdążę wyspać, choćbym zaciskała powieki najmocniej na świecie. Nie umiem nie rezygnować ze snu na rzecz innych rzeczy. Nie umiem rezygnować z czegoć, co chcę.

Nie umiem jeść trzech posiłków dziennie. Nigdy mnie nie ma w pobliżu jedzenia w godzinach na to wyznaczonych. Jedzenie samo nie przychodzi, nie puka do lodówki pytając, czy może sobie posiedzieć na zimnych grzędach. Jedzenie nie umie mówić, chyba że jeszcze żyje, ale tego staram się nie tykać. Nie mogę nikogo poderwać na pełną lodówkę, choć na danie dnia to i może. Zapatruję się zawsze w pełne lodówki innych ludzi, tyle tam mają różnych rzeczy i takie przemyślane ułożenie produktów i takie przewidywanie głodu, takie zapasy ładne. Że może i dziś nie mam ochoty na tego łososia, na ser, na parówkę i salami, ale kto wie, kto wie, może jutro wstanę i stwierdzę: "o, jaki ładny twarożek! dobrze, że tu jest to sobie go zjem!". Uważam, że to jest bardzo piękne, taka lodówka niepusta.

Nie umiem nie mówić o sobie. To straszne. Żartowałam.

 

13:51, b.a.l.u.k
Link Komentarze (11) »