RSS
wtorek, 26 maja 2009
Proces myślowy Any

Dziś uprawiałam pewien sport popołudniem wieczornym (jeżdżenie na butach z kółkami wokół sztucznego jeziora) i nie miałam ze sobą telefonu. Ana myślała, że jesteśmy dziś umówione na zabawy z kamerą, bo wiadomość, którą jej wysłałam poprzez halo-halo, a która zawierała informację, że jednak nie mogę, nie doszła (jeśli więc pisaliście do mnie coś ważnego to tak się mogło również stać). W telefonie zastałam kilka krótkich wiadomości w takiej oto kolejności:

20.10: To co? przyjechać?

20.16: Ja dzwonię.

20.18: To jadę do Ciebie.

20.40: No i jestem, a Ciebie nie ma. To spadam.

21.23: Wszystko dobrze?

W międzyczasie nastąpiło dziewięć nieodebranych rozmów. Proszę zauważyć, po jakim czasie Ana martwi się o moje dobre zdrowie i bytność.

Baluk najedzony ziemniakami ze szparagami i koperkiem.

I kawałek piosenki:

W dziurawym bucie mieszka mysz

Nieźle go nawet urządziła

Nigdy nie mówię jej: - A kysz!

I ona też jest dla mnie miła

I drugi:

Przedstawię Ci Macieja kota

Fascynujący z niego facet

Całymi dniami tkwi w fotelu

I lekceważy każdą pracę

A najlepiej posłuchajcie sobie sami, bo ta piosenka jest po prostu dobra. Dobra brakiem zła a nie jakości.

00:40, b.a.l.u.k
Link Komentarze (15) »
sobota, 23 maja 2009
Lepisma saccharina

Ja tymczasem obserwuję kolonię rybików cukrowych w swojej łazience. Najłatwiej je spotkać, gdy wejdzie się znienacka do łazienki wieczorem. Rybiki zdecydowanie wolą, gdy jest ciemno i cicho i nikt im aktualnie nie sika nad głowami, więc wpadają wtedy w popłoch i biegają po kafelkach. Należy uważać, by ich nie rozdebtać i dać im chwilę na uspokojenie. Niestety ostatnio utopiłam jedną sporą sztukę. Próbowałam przechwycic jednego maszerującego akurat na dnie wanny, lecz on nie był skory do współpracy i wlazł głupek w otwór, w który wtyka się korek. Prosiłam, wołałam, nalegałam. Nic z tego. Swoją drogą to trochę absurdalnie być stworzeniem łazienkowym, które topi się w kropli wody.

Nie, nie zamierzam ich likwidować.

00:19, b.a.l.u.k
Link Komentarze (15) »
piątek, 15 maja 2009
Krvica

Człowiek chce być dobry, chce spełnić jakiś uczynek, za który bez żadnego kastingu czy rozmowy kwalifikacyjnej trafi prosto do nieba, chce zrobić coś zupełnie bezinteresownie (choć pewnie tak naprawdę po to, żeby się letko lepiej poczuć). I co? I nie może.

Szłam dziś sobie Śniętym Marcinem, słonko świeciło, a że nowe buty nieco obcierały pomyślałam: -A usiądę se na chwilę przy Mickiewiczu (dokładnie przy stopie wieszcza). Kieruję się w stronę i widzę, że nieopodal stoi Kombajn Do Zbierania Krwi Po Wioskach. - A oddam trochę. Co mi tam - myślę. Wypełniłam ankietę, w której zapewniałam, że nic sobie ostatnimi czasy nie przekłuwałam w ciele, że nie miałam ryzykownego zachowania seksualnego, że nie jestem prostytutką i nie byłam w Meksyku (ciekawe, czy gadanie z Meksykaninem też się liczy?). Urocza pani laborantka pobrała mi trochę krwi na spróbowanie (ależ była ciemna!) i zostałam poinformowana, że moja krew się nie nadaje, bo ma czerwonych krwinek 11,5 czegoś tam, a powinna mieć przynajmniej 12,5...I dupa. Następnie Pani Doktor Co Nie Patrzy W Oczy protekcjonalnym tonem zaczęła mnie besztać, że jak to tak, że ja się źle odżywiam, że na pewno studentka i mama już obiadów nie gotuje i to przez to. Jako Baluk, który się już nauczył w życiu asertywności (a kiedyś nie umiał) grzecznie acz stanowczo powiedziałam, że może nie wyglądam, ale mam 27 lat i mama nie gotuje mi od ponad dziesięciu i że NIE JESTEM NA DIECIE, że pochłaniam dużo i wszystko i BARDZO LUBIĘ MIĘSO. - Przyczyna może leżeć w takim razie w comiesięcznej utracie krwi. Ma Pani obfite miesiączki? - zapytała już zupełnie innym tonem. Tu mi się paszcza usmiechnęła, bo ja wprost uwielbiam mówić, że owszem, mam bardzo obfite krwawienia miesiączkowe! Bo mi się już znudziło, że mnie traktują jak małolatę przez to, że wyglądam jak wyglądam. Nie każda Kobieta Przed Trzydziestką nosi garsonkę, ma męża i jest poważną panią z biura. No.

Tak czy inaczej Krwawej Bozi nie udało mi się dziś przekupić. Spróbuję za pół roku, ale wtedy to kłuć mnie już będą Hiszpany.

Miłego piątku. 

01:36, b.a.l.u.k
Link Komentarze (34) »
wtorek, 12 maja 2009
Zwrotnica

Baluk zbliża się do momentu zwrotnego w swoim życiu, kończy to, co już dawno winno być skończone czyli studia. Wcale jeszcze nie napisał tej książki, co ją się potem tak brzydko wydaje na granatowo, czarno bądź brązowo, ale to go nie martwi. Najbardziej mu zależy na tym, by nie musieć już chodzić w tamto miejsce na Słowackiego i słuchać ludzi, którzy do niego mówią wciąż to samo. By uzbierać wszystkie autografy. By zacząć żyć.

Życie zacznie od wylotu do Zdradzonej Czarodziejki, zamówił już sobie bilet na dwudziestego czerwca i ma teraz motywacji dużo, by pozapinać to wszystko, co nie jest jeszcze zapięte, a kto Baluka lepiej zna ten wie, że takich niepozapinanych spodni jest co najmniej kilka par.

Zamierza w krajach hiszpańskich oprócz pracy szukać też sensu życia, bo póki co go nie znalazł (a jednak nie samą miłością człowiek żyje). Chciałby mieć taki cel, by mu przyświecał każdej nocy i by można się do niego wspinać po drabinie, by wiedzieć, że po coś to wszystko jest. Bo Baluk wie po co jest kawałek jego życia (ten związany z miłością), ale jest jeszcze inny do wykorzystania i właśnie o ten inny chodzi. Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć.

Na zakończenie tego dnia pełnego spóźnień na autobusy i przypadkowych spotkań ludzi, o których się myślało, że już dawno nie żyją, wypis z kalendarzyka ściennego, takiego, co mu się odrywa codziennie kartki. Fisz odrywał od stycznia i chował do szuflady, a ja to ostatnio znalazłam. Z tyłu są zawsze jakieś świetne porady, oto tytuły niektórych z nich:

Nie taka głodówka straszna 

Na problemy - czekolada

Siła pocałunku 

Nie taka szkodliwa kofeina

Jak się rozgrzać?

Wątróbka po staropolsku dla zakochanych

Nie muszę chyba dodawać, że adresatką wszystkich jest kobieta?

A teraz czas na kanapkę.

01:46, b.a.l.u.k
Link Komentarze (21) »
wtorek, 05 maja 2009
Mjesec

Na przystanku siedziała dziewczyna czekając na nocny, zielony autobus z żółtymi drzwiami. Noc była kwietniowa, a ona otulona w brązowy koc w beżowe koty patrzyła wielkimi oczami.

- Już kwiecień, nie trzeba ogrzewać się kotem - powiedziałam.

- Trzeba. Nocami wciąż zimno - odparła.

A księżyc taki dziś, że spać nie daje. Serum Polelum pod oczy zakupione wprawdzie niedawno, ale na kurze łapki sięgajęce ucha a nie na sińce niewyspane z rana. Czas wklepać krem na noc i poczytać do poduszki. Rolet nie zasłaniam dziś.

 

03:32, b.a.l.u.k
Link Komentarze (6) »