RSS
piątek, 25 czerwca 2010
Ja, Biurwa

Otóż pragnę sprostować pewne insynuacje jakoby jestem niezadowolona z mojej obecnej pracy zarobkowej i głośno wykrzyknąć: bardzo lubię być Biurwą! Bycie Biurwą jest kul!

Myślę jednak, że ma to wiele wspólnego z faktem, że jestem taką trochę inną biurwą, a spowodowane jest to tym, że biuro, w którym pracuję, jest dość niekonwencjonalne, bo go tak naprawdę nie ma.

Najpierw kilka tygodni biurwowałam przy dużym, drewnianym stole w salonie pewnego mieszkania w bardzo ładnej kamienicy w całkiem miłej łazarskiej dzielnicy (o, rym). To jest jakby pierwszy plus, nie? Wielkie okna, kotary zwisające, nie że klima i garnitura tylko przeciągi w razie potrzeb i łażenie po drewnie na boso. No i wielki, gruby kot przechadzający się po papierach.

Drugi plus jest taki, że pierwszy raz w życiu mam coś służbowego. W tym przypadku jest to komputer laptopowy, który noszę sobie po mieście majtając wypasioną torbą w kropki. I może nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że Różowe Cudo od Kury już się trochę nie nadawało nawet do GGadania.

Idźmy dalej. W ramach Bycia Biurwą byłam ostatnio w Ciechocinku. Samochodem. Który prowadziłam. A dodać należy, że bardzo lubię prowadzić samochód zwłaszcza, jeśli można nim wyprzedzać traktory pełne obornika bez obaw, że się nie zdąży i włączyć klimatyzację też można. Bo klimatyzacja w biurze jest be, ale już w samochodzie nie. To chyba był trzeci plus. A w Ciechocinku jest tak, jak myślałam, że jest. Średnia wieku 50, ławeczki pełne tej średniej wieku, stragany z bajerami, hotele-motele-kwatery, stragany ze wszystkim i ogólnie panujące przeświadczenie, że oto zdrowiejemy i piękniejemy, a wszystko się nam samo wygładza, a jeśli nie samo to tylko z drobną pomocą masażysty i słonej wody mineralnej. Zdecydowanie muszę tam kiedyś pojechać na wakacje!

Ale wróćmy do bycia Biurwą. Biurwa siedzi teraz przy innym stole w mieszkaniu obok i nadal jest tak samo fajnie, a nawet lepiej, bo ma balkon, na który może sobie wychodzić i zapalić fajkę albo zasiąść na krześle ze służbowym wiadomo-czym na kolanach i się trochę poopalać. Największym paradoksem w życiu biurwy jest to, że nie ma biurka. Biurwa bardzo lubi ten paradoks.

Jednym z zadań Biurwy było również ostatnio podklejanie nóg mebli używanych, ale nie zużytych, takim filcem, żeby się podłoga nie rysowała. Biurwa czasem idzie na pocztę i wtedy może się przewietrzyć. Biurwa czyściła również wielki piec kaflowy w nie-biurze. Powyższe czynności zaliczam do kolejnego plusa i wrzucam w kategorię: aktywność ruchowa.

Biurwa przez tydzień nie chodziła wcale a wcale do pracy, tylko na kurs z indizajna, gdzie to dawała upust swoim graficznomańskim zamiłowaniom. Dostawała tam ciastka, picie oraz jedzenie. Za darmo.

Biurwa prowadzi również Poważne Rozmowy Telefoniczne oraz dyskutuje o Pieniądzach, Ofertach oraz Pismach i Szacuje w Tysiącach, a czasem nawet w Dziesiątkach Tysięcy, choć nie ma o tym wszystkim większego pojęcia, a największym nominałem jaki widuje jest banknot stuzłotowy, a to i tak bardzo krótko w okresie jednego miesiąca.

Najważniejszą rzeczą jest jednak to, że Biurwa może powiedzieć do swojej szefowej, że ta jest pojebana. Też tak macie?

17:02, b.a.l.u.k
Link Komentarze (6) »