RSS
wtorek, 31 sierpnia 2010
Smęty odmęty

I zimno. I jak jadę rano do pracy rowerem to myślę, czemu nie założyłam swojej specjalistycznej czapki w paski, rękawiczek oraz grubszego czegoś na szyję. I niby mogłabym wsiąść w tramwaj, ale o godzinie 07.33 jest on na tyle wypchany ludźmi, że mi się bardzo odechciewa i wsiadam na Palomę mimo konieczności łykania jakże świeżego, ożywczego, porannego powietrza, bo jakoś przez nos nigdy oddychać nie umiałam. Pewnie właśnie dlatego nie zostałam sławną biegaczką, bo żeby być sławną biegaczką trzeba wciągać nosem, a nie łykać. Bo jak łykasz, to kolka łapie, a przynajmniej tak twierdziła pani od wuefu, którą mąż bił w twarz, a ona mówiła, że to dziecko ją przez przypadek uderzyło zabawkowym, metalowym ciągnikiem. Bardzo ją lubiłam, ale to pewnie dlatego, że mam cholerną słabość do ludzi, którym dzieje się w życiu krzywda.

Moja kamienica powoli zaczyna trzeszczeć i szeleścić, nadchodzi czas, kiedy będzie wydawać więcej tajemniczych odgłosów, a zasypiając będę słyszeć tuż za oknem ocierający się o ścianę kabel lub folię niewiadomego pochodzenia. I będę myśleć o myszach w ścianach, drzwiach w podłodze i odgłosach, jakie robi ktoś, kto nie chce wydawać żadnych odgłosów.

I będę pić dużo herbaty i postaram się, żeby tym razem była ona bez cukru.

Być może jesień jest moją ulubioną porą, ale być może mówię tak przed każdą porą właśnie się zaczynającą, bo zwykle mam tak, że już na nią czekam, że poprzednia w jakiś sposób mi się znudziła i mam jej dość. Wprawdzie nie wiem czemu znudzić miało mi się lato, podczas którego zaledwie parę razy zamoczyłam tyłek w jakiejś wodzie oraz nie uświadczyłam specjalnej opalenizny, ale wcale mi go nie żal. Właściwie to chodzi o rozdziały i zaczynanie bądź kończenie czegoś, o naturalne przejścia. Najbardziej bym chciała, by moje działania były bardziej zespolone z porami roku, naprawdę podoba mi się wizja chodzenia spać o zmroku i wstawania z kurami, choć doprawdy nie wiem, jak miałabym to pogodzić z moim nocnym zasiedzeniem i ospałością o poranku. Kwestia przewartościowania pewnie.

I wcale nie jestem przepełniona melankoliją (jeszcze). W tym roku przyjdzie ona na spokojnie, przyjdzie razem z ludźmi, razem z rozmowami, wejdzie słowem bardziej niż uczuciem, nastrojem aniżeli smutkiem. Będzie bardziej spacerować niż siedzieć pod kołdrą, trochę wymarznie, by móc się ogrzać.

Szkoda tylko, że kasztany takie pozdychane.

Tak, uwielbiam być pretensjonalna :)

23:14, b.a.l.u.k
Link Komentarze (13) »