RSS
czwartek, 24 września 2009
Sweet Waitress Baluk

O tutaj dokładnie:

Irish Pub

A gdyby ktoś chciał sobie pooglądać okolicę, to należy wpisać takie współrzędne, jakie widnieją u dołu zdjęcia. Pierwsze to szerokość a drugie długość. Albo odwrotnie.

14:24, b.a.l.u.k
Link Komentarze (11) »
niedziela, 20 września 2009
Noc w México

Dziś w Meksyku wojna. Nie wiem dokładnie, co się dzieje, ale policji dużo (z pięć radiowozów, dwa motocykle i jeden samochód z paką). Ludzie latają po ulicach, krzyczą, kobiety ciągną swoich marido za rękawy, żeby TAM nie szli, z klatki naprzeciw wybiega pani i z paniką w głosie wrzeszczy: tam jest mój mąż!, a ja i tak rozumiem głównie magiczne słowo puta*. Zrobiłam zdjęcie, ale na skutek rozświetlonych kogutów policyjnych nic na nim nie widać, musicie zatem uwierzyć na słowo.

Przy okazji picia wina i jedzenia szynki naszło mnie wspomnienie Świętej Nogi, którą kiedyś zakupiłyśmy ze zdradzonączarodziejką poczuwając się pełnoprawnymi Hiszpankami (to było jeszcze zanim postanowiłam zastanowić się nad nie jedzeniem nóg oraz innych odzwierzęcych części ciała). Noga wyglądała tak:

Ładna, prawda? W każdym domu w tym ciepłym kraju taką mają. Żony wstają rankami i ostrym nożem skrawają mężowi oraz dzieciom jamona na kanapkowe śniadanie. My również odkrawałyśmy sobie takie kawałki do momentu, kiedy to noga się trochę zepsuła. To było rok temu. Nie dalej jak wczoraj maszerowałyśmy ulicą i napotkałyśmy w kontenerze na śmieci pozostałości innej Świętej Nogi. Jeśli jesteście ciekawi, jak one wyglądały najedźcie kursorem na zdjęcie powyżej.

Ten widok umocnił mnie w przekonaniu, że czas by o tym wszystkim bardziej pomyśleć. Wprawdzie zdradzonaczarodziejka mówi, że jak przestanę jeść mięso to zniknę i znowu ludzie będą myśleć, że zbieram na operację, ale w końcu myślą tak od zawsze, więc niewiele mam do stracenia.

03:33, b.a.l.u.k
Link Komentarze (28) »
wtorek, 15 września 2009
Kisza

Wyszła dziś z domu w spodniach oraz w długim rękawie. Sandały na nogach miała, bo w stopy jeszcze nie zimno. Deszcz pada. Dziwne to, bo wcześniej po kropli, a teraz wiadrami. Wszystko się oczyszcza, mówią Hiszpany, drzew nie będą już musieli podlewać w parku. A w parku dzikie koty mają swój raj, nic ich nie obchodzi, siedzą na środku ścieżki i bezczelnie ignorują przechodzące obok psie potwory. Trochę zmokną, ale to nic. Mają przecież jedzenie.

A ja mam w domu dzikiego szczura. Nie lubi moknąć, więc podczas deszczu siada na parapecie. I siedzi.

 

I gapi się na Was, ale wcale tego nie widzicie.

12:52, b.a.l.u.k
Link Komentarze (13) »
wtorek, 08 września 2009
Pogodynka Baluk donosi

Wciąż ciepło bardzo, choć można zauważyć pewne symptomy nadchodzącej jesieni (która nadejdzie oczywiście najwcześniej w listopadzie). Oto one:

- nocą przykrywamy się rzeczą (wcześniej przykrywałyśmy się niczem)

- czasem z nieba lecą krople, wystawiam wtedy głowę za okno i je łapię na twarz (i nie są to siki papug, bo jak powszechnie wiadomo papugi na wolności nie mają potrzeb fizjologicznych)

- nie piję stu litrów płynów dziennie (tylko z pięćdziesiąt) oraz zaczynam pić herbatę

- mam większy apetyt aka przestaję zbierać na operację

- nie mogę doczekać sie nowych trampek, by w końcu zalożyć skarpetki od Any

- przejechałam dziś rowerem równowartość siedmiu stacji metra i nie padłam trupem od asfaltowych wyziewów słonecznych

- nie chce mi się już opalać tylko szurać spadniętymi z drzew liśćmi (Gdyby Palmy Mogły Linieć III)

- wczoraj były tylko 32 stopnie!

Jedyne czego nie lubię do jedzenie to karczochy (i brukselka w ilości więcej niż jedna sztuka). Wszędzie się na nie natykam. Dziś wyskoczyły na mnie z mrożonki warzywnej i załopotały swoimi suchymi warstwami informując, że są jej głównym składnikiem. Oszukaństwo.

Wychodzi na to, że jesień idzie, owszem, ale we mnie.

Baluk non-karczochista

01:47, b.a.l.u.k
Link Komentarze (7) »
wtorek, 01 września 2009
54,0 Mb/s

Ponowne posiadanie Internetu w domu jest bardzo dziwne. Nie muszę chodzić do Pakistańca na dole by, w gronie nastolatków grających w bardzo rozwijające gry z wątkami nie-śmiertelnymi czy też wśród panów przyglądającym się cyfrowym paniom bez ubrań, przejrzeć sieć. A papierosy palono tam zamaszyście i słonecznik dłubano na potęgę. Nie muszę poddawać się tym (jakże niechlubnym) procederom, podczas których zmuszona byłam wystawać metr z mieszkania przez okno i łapać krążące w okolicy fale elektromagnetyczne. Siadam i mam. Moje. Przez kabel albo bezprzewodowo. Na znajomym komputerze bez klawisza Delete.

Jako że osiągnięć zawodowych na razie mi brakuje, nie mogę nie wspomnieć o tym, iż nauczyłam La Motas pływać (i to wcale nie jest tak, że wszystkie psy pływają, gdybyście poznali La Motas zmienilibyście zdanie). Otóż ten oto pies pływał w morzu. Został wywabiony podstępem spod parasolki plażowej dającej kojący cień i wprowadzony wprost w bardzo mokry przestwór oceanu. Ludzie z reguły patrzyli na to wydarzenie źle, zdając się nie rozumieć, że pies nigdy nie nasika do wody płynąc, że aby się wysikać musi albo podnieść łapę do góry, gdy on albo przykucnąć, gdy ona. Nie mówiąc już o kupie. I o tym, że najwięksi syfiarze na plaży to ludzie właśnie, nie zwierzęta. Przy okazji dokonało się ciekawe odkrycie, a mianowicie okazało się, że Motas jest nie szara a biała.

Gram też w grę dwuosobową, która polega na odbijaniu rakietką małej, gumowej piłki o ścianę. Istotna jest w tym sporcie siła uderzenia, więc mam powody przypuszczać, że nie osiągnę sporych rezultatów. Jednak już samo jechanie metrem z wypasionym pokrowcem na ową rakietkę, daje mi dużą satysfakcję. Udało mi się również odkryć różne mięśnie, o których posiadanie bym się nigdy nie podejrzewała. I tak, na przykład, w pośladkach coś mi się ruszyło. Myślelibyście?

Baluk obiecujący nadawać częściej

 

01:31, b.a.l.u.k
Link Komentarze (10) »