RSS
wtorek, 20 października 2009
Metro

Jako że przebrzmiewają jeszcze niekiedy echa mej dziecięcej choroby lokomocyjnej, nie mogę w metrze czytać, bo robi mi się niedobrze, zwłaszcza, że bardzo często trzeba siedzieć (jeśli w ogóle) bokiem do kierunku jazdy, co jest jakimś nienaturalnym wymysłem niezdolnym do zaakceptowania przez mój biedny błędnik uszny. A skoro nie mogę czytać, to się nudzę i mimo, że pociągi mkną bardzo szybko, podróż długości nawet kilku stacji mi się dłuży. Nie mogę również gapić się za okno, bo za oknem nic nie ma (choć każdy, kto oglądał Kontrolerów doskonale wie, co się czai w ciemnych czeluściach metrzanych korytarzy). Nie mogę się zbyt ostentacyjnie gapić na współpasażerów, bo oni wszyscy mniej lub bardziej czarni i zaraz by mnie posądzono o rasizm albo o to, że nigdy murzyna na oczy nie widziałam, a kobiety w hijabie to już w ogóle. Więc się za bardzo na nich wszystkich nie patrzę, ale za to oni zwykle uważnie przyglądają się mnie (białe to to jakieś, blade, włosy wypłowiałe, oczy takie niewyraźne, a w ogóle to chłopak czy dziewczyna?). Empetrzy nie mogę słuchać, bo nie mam słuchawek. Nie mam też wypasionej komóry, którą bym się mogła w trakcie jazdy bawić i wysyłać-smsy-oglądać-filmiki-i-pukać-w-ekran-plastikowym-patyczkiem-puk-puk. Moja nie ma nawet zasięgu pod ziemią. Jeżdżenie metrem uznawałam zatem za zło konieczne nie niosące w sobie wielu przyjemności.
Ale, ale!
Okazuje się bowiem, że nie tylko Szwedy uprawiają w swoim undergroundzie sztukę. Hiszpany, poza tym, że uwielbiają złote ramy lustrzane i kryształowe żyrandole, czasem też puszczają na małych ekranikach filmy animowane w metrze (w ramach festiwalowych tym razem). Są na tyle krótkie, by można je było obejrzeć w drodze do fabryki. Mnie się najbardziej podoba ten:

Inne animacje można obejrzeć tutaj. Mnie się podoba Western Spaghetti, bo po pierwsze jest o jedzeniu, a po drugie występuje w nim kalejdoskop. No i wątki niemięsne. Przy okazji polecam inne filmiki pana, co się zwie PES właśnie.

Baluk, co miał wolne dziś

21:59, b.a.l.u.k
Link Komentarze (10) »
piątek, 16 października 2009
Nocne marki, nocne łódki

Jak wracam z pracy, to na morzu kołyszą się łódki i czarna woda chlupie, a wiatr nie jest już ciepły. Palmy trzepoczące nijak się jednak mają do mojego wyobrażenia jesieni, uznajmy więc, że jest późne lato. Gdybym miała łódkę, to i tak bym tylko na niej rzygała. I może jedynie imię bym jej nadała jakie ładne i stała by w porcie kiwając się na boki. Jak ten pies na łańcuchu.

Nie mam melankolii, a chciałabym mieć. Jakoś nie idzie bez ciemnego popołudnia, herbaty i tych wszystkich gadżetów, które wprawiają człowieka w smutek. Gupi Baluk.

Zamierzam sobie sama obciąć włosy, bo mi szkoda na fryzjera, a poza tym on nie wie jak.

Nasmarowałam dziś buty lisią oliwką do ciała, błyszczą się teraz pięknie i lepiej chodzą.

Ostatnio zjadłam coś takiego. To w końcu OWOCE morza, co nie?

02:06, b.a.l.u.k
Link Komentarze (16) »
środa, 07 października 2009
Mafia

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, to informuję, że pracuję dla mafii. Bułgarskiej mafii. Jestem uroczą barmanko-kelnerką w irlandzkiej knajpie, której właścicielem jest Ponury Pan Bułgar. Bezpośredni z nim kontakt miałam tylko raz, gdy to wymijał mnie w drzwiach i mruknął coś (najpewniej „dzień dobry” czy inne równie wylewne powitanie), ale doprawdy nie wiem, w jakim języku. Morale me milczą, a cnota pozostaje na razie bezpieczną, bo ani tych środków odurzających, którymi ponoć handlują nie widziałam, ani z tymi paniami, co je ponoć sprzedają nigdy nie rozmawiałam. Poza tym płacą mi ełraski i mają całą lodówkę wódek Sobieski, a dziewczyna mojego bezpośredniego zwierzchnika ma na imię Iwona, więc spuszczę po sobie zasłonę milczenia i jak tylko zarobię na oddanie wszystkich długów, to natychmiast stamtąd ucieknę. Tymczasem mieszam te drinaski i staram się nie mylić szklanek oraz nie wpychać cytryny tam, gdzie jest ona niepożądana. Nadal również nie rozumiem, jak można pić rum z colą i tak się tym zachwycać?

Jednym ze wspomnianych długów jest nie zapłacony mandat, który mnie jakimś cudem znalazł po roku i nieśmiało zapukał do drzwi na nowy adres. Mandat powstał na skutek przekroczenia prędkości, gdy to mknęłam na Mimozę ze skrzydłami na tylnym siedzeniu Fiesty, a panowie policjanci za cholerę nie chcieli zrozumieć, że to sprawa szycia i śmieci. Gupie Hiszpany mają wszystko skomputeryzowane.

Innym długiem jest Maganuna.

00:39, b.a.l.u.k
Link Komentarze (5) »