RSS
niedziela, 18 stycznia 2009
And the winner is...

Udało mi się coś wygrać. Nie byle co nawet, bo książki i roczną prenumeratę pewnego pisma. Nie chwaliłabym się tak nachalnie, gdyby nie fakt, że nigdy niczego nie wygrałam i jestem z siebie zadowolona jak świnia. A przepraszam, wygrywałam kiedyś biegi przełajowe na potęgę, kiedy to Małym Baluczkiem będąc mkałam przez lasy i stadiony by w rezultacie stanąć na podium i odebrać:

- nieśmiertelny Dyplom (i)

- metalowy znaczek wpinany w ubranie (i)

- wrotki plastykowe (lub)

- bawełnianą koszulkę sportową w paski (czy też)

- zestaw do ping-ponga ze sklejki

Miałam zielony dres z białymi ściągaczami, za duże kolce do biegania i byłam tak przeraźliwie chuda, że moje wygrane spokojnie mogły być spowodowane nieuwagą jaka cechowała wgapiające się we mnie w szoku współzawodniczki. Chyba że chodziło o krzywe zęby, ale tych w pędzie mogły nie zauważyć.

 

01:55, b.a.l.u.k
Link Komentarze (28) »
piątek, 16 stycznia 2009
Bozia od Biustu

Jej wyodrębnienie z panteonu Bóź nastąpiło drogą zupełnie naturalną, gdy to Mały Baluk rósł (rosły mu zwłaszcza nogi i ręce), a jakoś nie chciały mu urosnąć piersi (tak zwany biust). Sprawa zaczynała wyglądać coraz bardziej kiepsko, Mały Baluk zrozumiał to jedząc razu pewnego zupę na szkolnej stołówce, kiedy to rozmowa jego współtowarzyszek zeszła na rozmiary i rodzaje staników oraz obfitość krwawienia miesięcznego. Baluk nie miał ani jednego ani drugiego, czuł się więc gorszy i nie do końca rozwinięty. Postanowił coś z tym zrobić. Jako że w tamtych czasach był dziewczęciem mocno wierzącym, jedyne co mu przyszło do głowy to modlitwa. Padał więc wieczorami na kolana pod Świętym Obrazkiem, składał pokornie ręce i żarliwie modlił się o jakikolwiek wzrost. Choćby drobny, najmniejszy, niezauważalny. Zapomniał o pokoju na świecie, zdrowiu papieża i całej swojej rodziny, zapomniał nawet o nowych dżinsach. Liczył się tylko On. Modlitwy trwały wiele miesięcy, okraszone były łzami, zwątpięniem i fałszywymi alarmami (gdy raz Baluk zatruł się śliwkami i bolał go brzuch myślał, że to może już), lecz po wielu wieczorach sam na sam z Bozią poskutkowały. Baluk się obudziła w pewien zimowy poranek i poczuła, że jest kobietą.

Dziś cieszę się, że moja inauguracja użycia tampaxa z aplikatorem przypadła dopiero na pierwszą klasę liceum.

A miseczkę mam "C" i cycki całkiem fajne.

03:03, b.a.l.u.k
Link Komentarze (22) »
środa, 14 stycznia 2009
Stara Zniszczona Twarz Baluka

U dermatologa narzekała Baluk ostatnio na swoje zmarszczki przy oczach. Niby ma je od śmiechu, choć sama zainteresowana wie, że to od ślepoty i bezokularnictwa. Pani doktor kazała się cieszyć młodością i powiedziała, że mam się nie przejmować, bo ona obraca się teraz wśród ludzi, którym w twarzy ruszają się tylko oczy i usta. "Mi się w twarzy rusza więcej" - pomyślała Baluk i naraz przelękła się wymową swych skojarzeń.

Bo i nosem ruszę, i brwi uniosę, i język mam w środku. Uchem nie umiem, ale ucho to już nie twarz (dla wątpiących: ucho to już głowa). A jak już będzie bardzo źle to zawsze zęby mogą pójść w cholerę. Zawsze to jakiś ruch.

W którym momencie życia zaczyna być w dobrym tonie używanie kremów na zmarszczki? Z tym pytaniem na wciąż ruszających się ustach Baluk oddala się w stronę łóżka.

00:09, b.a.l.u.k
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 12 stycznia 2009
Patison

Przyjechał wczoraj. Odleciał dziś rano. Miał na sobie futrzastą czapę z królika czy innego rosomaka. Cały dumny z tego. Mówił, że może mi kupić, ale ja nie chciałam. Nie rozumiał dlaczego. Czekając w noc na samolot, przy nikłym świetle lampki przeczytał całe Lato Muminków i powiedział, że one są jakieś dziwne. Spytałam dlaczego. Powiedział, że dlatego, ponieważ gdy przyszła do nich wielka powódź one tylko wzięły kanapki i wlazły na dach. Że w ogóle się nie przejęły.

Potem zmyła makijaż i wsiadła w taksówkę.

16:28, b.a.l.u.k
Link Komentarze (16) »
piątek, 09 stycznia 2009
Sent november

Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne. A potem niech sobie sztormy, ziąb i ciemności przychodzą, kiedy chcą. Niech się tłuką o ściany szukając po omacku wejścia, i tak go nie znajdą, bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto był przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony z ciepła i samotności.

Tak się właśnie czuję ostatnio. I nie muszę mieszkać na wyspie, żeby to wiedzieć.

 

23:41, b.a.l.u.k
Link Komentarze (23) »
1 ... 6 , 7 , 8